Notice: Undefined index: nr in /www/teksty.php on line 15
PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

"O MATERIALNYM POSIADANIU URZĘDU PAPIESKIEGO" - JE Ks. Bp Donald Sanborn-cz.2

22.Odpowiedź na zarzuty:

Zarzuty wobec pierwszej części tezy.

I. Podana teza jest błędna, gdy przyznaje wiernym uprawnienie do
oskarżania osoby wybranej na urząd papieski, która nie dąży do dobra
Kościoła, a takie uprawnienie przysługuje wyłącznie kompetentnemu
autorytetowi. Jednakże teza zakłada, że wierni posiadają uprawnienie do
oskarżenia osoby wybranej na urząd papieski, gdy ta osoba nie zmierza do
dobra Kościoła. Zatem podana teza jest błędna.
Odpowiadam: dokonuję rozróżnienia w przesłance większej: Zgadzam się, że
wiernym nie przysługuje uprawnienie do wynikającego z prawa oskarżenia
osoby wybranej na urząd papieski, ale nie zmierzającej do dobra
Kościoła. Prawo to przysługuje kompetentnemu autorytetowi. Zaprzeczam
natomiast jakoby wiernym nie przysługiwało uprawnienie do prywatnego
oskarżenia osoby wybranej na urząd papieski, ale nie zmierzającej do
dobra Kościoła. Prawo to nie przysługuje wyłącznie kompetentnemu
autorytetowi. Wbrew temu dokonuję rozróżnienia w przesłance mniejszej:
zaprzeczam jakoby podana teza domagała się, aby wierni oskarżali na mocy
prawa osobę wybraną na urząd papieski, ale nie zmierzającą do dobra
Kościoła. Zgadzam się natomiast, że teza domaga się takiego oskarżenia w
sposób prywatny. Zaprzeczam więc wnioskowi. Wierni nie posiadają żadnego
uprawnienia, wynikającego z prawa do potępienia osoby wybranej na urząd
papieski, ale mają prawo tylko do prywatnego osądu, po przez porównanie
zmian Soboru Watykańskiego II z poprzedzającym go magisterium i praktyką
Kościoła. Przyczyna polega na tym, że wierni nie mogą uznać sprzecznych
ze sobą sformułowań doktrynalnych. Skoro jednak „nauczanie” Soboru
Watykańskiego II sprzeciwia się wcześniejszemu nauczaniu, to wierni nie
mogą nie oskarżyć, osądem prywatnym, tej osoby, która ogłasza to
nauczanie, tak samo jak wierni w Konstantynopolu oskarżyli Nestoriusza.
II. Teza jest błędna, a ponadto protestancka, gdy zakłada, że wierni
posiadają prawo do badania, w prywatnym osądzie, aktów magisterium
soboru powszechnego albo papieża. Ale w podanej przez ciebie tezie
wierni badają, w prywatnym osądzie decyzje i nauczanie soboru
powszechnego albo papieża. Zatem teza jest błędna, a ponadto
protestancka.
Odpowiadam: Dokonuję rozróżnienia w przesłance większej. Zgadzam się, że
wierni nie mają uprawnienia do ferowania (w prywatnym osądzie) ocen w
stosunku do decyzji i nauczania soboru powszechnego albo papieża, gdyby
mieli w ten sposób nie zgodzić się z magisterium Kościoła, ale
zaprzeczam, jakoby nie mogli dokonać porównania jednego nauczania z
nauczaniem wcześniejszym. Wbrew temu dokonuję rozróżnienia w przesłance
mniejszej i zaprzeczam wnioskowi. Wierni, owszem mogą dokonywać
porównania, skoro istnieje jedna wiara katolicka, a wszystkie jej prawdy
pozostają ze sobą w zgodności. Również prawda przyrodzona nie może
znieść sprzeczności, gdyż wtedy nie dałaby się pojąć. Sprzeczność w
znacznie poważniejszy sposób nie daje się pogodzić z prawdą
nadprzyrodzoną i z nadprzyrodzonym usposobieniem człowieka, którym
człowiek uznaje te prawdy.

III. Gdy pojawia się sprzeczność pomiędzy nauczaniem Soboru
Watykańskiego II i poprzednim nauczaniem Kościoła, wtedy wierni powinni
założyć, że sprzeczność jest tylko pozorna, a nie rzeczywista. Jednak w
podanej przez ciebie tezie wierni nie formułują takiego założenia.
Dlatego teza jest błędna.

Odpowiadam: Zaprzeczam przesłance większej, gdyż jest pozbawiona sensu.
Nie jest możliwe, z racji filozoficznych, aby przyjąć w sumieniu dwie
wzajemnie sprzeczne formuły dogmatyczne. Dlatego wierni nie mogą uznać
nauczania Soboru Watykańskiego II równocześnie z uznawaniem poprzedniego
nauczania katolickiego, gdyż te dwa rodzaje nauczania pozostają ze sobą
w sprzeczności. Aby więc wierni mogli jednocześnie uznać oba te rodzaje
nauczania, jest konieczne aby dokonywali ich interpretacji, wedle swego
prywatnego osądu, aby interpretowali jeden lub drugi akt nauczania,
dokonując w ten sposób jakiegoś uzgodnienia pomiędzy nimi. W takim
jednak przypadku upada pojęcie magisterium, gdyż wierni opierający się
na swym własnym osądzie, lekceważą nadprzyrodzony obowiązek przyjęcia
magisterium. Ponadto każdy z wiernych miałby swoje własne rozumienie i
łatwo popadłby w błąd. Jednakże wierni nie mogą w prywatnym osądzie
stwierdzać czy w nauczaniu znajduje się pozorna czy też rzeczywista
sprzeczność, ale mają jeden jedyny obowiązek wobec takiej sprzeczności:
trzymać się wcześniejszego nauczania i odrzucać naukę z nim sprzeczną.
Podawanie rozumienia nauczania przynależy wyłącznie magisterium, a nie
wiernym.

IV. Zwolennicy tezy, a także ogólnie sedewakantyści podobni są do tzw.
starokatolików, którzy oskarżyli Sobór Watykański I o to, że odszedł od
Tradycji Kościoła ogłaszając naukę o nieomylności papieża.
Odpowiadam: Nie ma żadnego podobieństwa pomiędzy tzw. starokatolikami, a
katolikami dzisiejszymi, którzy odrzucają błędy Soboru Watykańskiego II.
Powodem tego jest fakt, że w magisterium katolickim nikt nie może
odnaleźć potępienia nauki o nieomylności papieskiej. Gdyby tzw.
starokatolicy mogli znaleźć w magisterium Kościoła określenie nauki o
nieomylności papieskiej jako „szaleństwa” albo potępienie jako „zgubnej
nauki”, czy też „odrzuconą, napiętnowaną, a także potępioną” mocą
autorytetu apostolskiego jednego z poprzednich papieży, wtedy słusznie
mogliby oskarżyć tę naukę jako nową i sprzeczną z Tradycją. Takimi
bowiem słowy Pius IX potępił teorię wolności religijnej. Jest zaś
oczywiste, że takie słowa nigdy nie były ogłoszone w odniesieniu do
nauki o nieomylności papieskiej. Z tego powodu porównanie nie jest
poprawne.

V. Zwolennicy tezy, a także ogólnie sedewakantyści podobni są do
zwolenników o. Leonarda Feeneya SI, który podał swoje własne rozumienie
nauki o tym, że poza Kościołem nie ma zbawienia.

Odpowiadam: Owszem, osoby dające przychylną interpretację Soboru
Watykańskiego II zachowują się podobnie do o. Feeneya, gdyż nie
poszukują właściwie rozumienia Soboru Watykańskiego II w nauczaniu
autorów samego Soboru, którzy go ogłosili, ale chcą podać swoje własne
rozumienie tego Soboru, a rozumienie to różni się od znaczenia
podawanego przez „nauczanie” Pawła VI i Jana Pawła II. Interpretacja zaś
jest tylko zrozumieniem poglądu albo zamysłu autora, autorem zaś
magisterium jest osoba, która naucza, a więc Jan Paweł II autentycznie
wykłada nauczanie Soboru Watykańskiego II. W przeciwnym razie wierni
wpadają w prywatne rozumienie magisterium, gdy Kościół ogłasza
orzeczenia, a każdy znajduje swoje rozumienie wedle swej własnej opinii.
Przeciwnie, tylko magisterium podaje autentyczne rozumienie nauczania, a
Kościół słuchający nie posiada uprawnienia do tworzenia własnych,
prywatnych interpretacji katolickiego nauczania. Ponadto wykład
magisterium Soboru Watykańskiego II podawany przez Jana Pawła II jest
nieortodoksyjny nie tylko w słowach, ale również w czynach. Słusznie
więc katolicy odrzucają to nauczanie.

Zarzuty wobec drugiej części tezy.

VI. Kanon 188, § 4 stwierdza, że osoba, która jawnie odstąpi od wiary
katolickiej w sposób milczący traci swój urząd. Soborowi zaś „papieże”
jawnie odeszli od wiary katolickiej, a zatem w sposób milczący utracili
urząd. Zatem nie są papieżami ani w sposób formalny, ani materialny.

Odpowiadam: dokonuję rozróżnienia w przesłance większej: Kanon 188, § 4
stwierdza, że osoba, która jawnie odstąpi od wiary katolickiej w sposób
milczący traci swój urząd, zgadzam się z tym, jeżeli świadomość zła jest
jawna, ale jeżeli jest ukryta, to zaprzeczam. Powodem jest to, że
odejście od wiary powinno być stwierdzone mocą prawa, a to może się
dokonać albo po przez ogłoszenie, albo z racji na notoryczny charakter
czynu. Jednakże upór ten wymaga nie tylko, aby fakt zbrodni był jawnie
znany, ale także, aby zbrodnia ta była popełniona w świadomości zła
(Kanon 2197). W przypadku zaś odejścia od wiary katolickiej, czy to
wskutek herezji, czy też schizmy, konieczna jest zatwardziałość, aby
osoba była uznana za świadomą zła. W przeciwnym razie prawo traci sens:
każdy kapłan, który podczas kazania wypowie herezję przez nieuwagę byłby
winny uporczywej herezji wraz z wszelkimi dołączonymi do tego karami i w
sposób milczący traciłby swój urząd. Otóż odejście od wiary katolickiej
ze strony „papieży” soborowych, chociaż jest jawne co do faktu, to
jednak nie jest jawne co do świadomości zła, a więc nie dochodzi do
milczącej utraty urzędu. Jawny jest zamysł tych „papieży” co do
ogłaszania błędów potępionych przez magisterium Kościoła oraz
wprowadzania heretyckich i bluźnierczych praktyk w dziedzinie
sakramentów. Skoro tak się dzieje, należy więc uznać, że koniecznie nie
posiadają oni autorytetu apostolskiego, nic mniej, ani nic więcej. Nic
więcej, gdyż tylko kompetentny autorytet może stwierdzić i ogłosić w
sposób zgodny z prawem rzeczywisty fakt odstępstwa tych osób od wiary
katolickiej, ani nic mniej, gdyż nie jest możliwe, aby autorytet
apostolski ogłaszał błędy potępione przez magisterium Kościoła i
zaprowadzał praktyki heretyckie i bluźniercze związane z udzielaniem
sakramentów, gdyż Kościół jest nieomylny i niezniszczalny.

Dodatkowy zarzut: Przecież kanon 188 stwierdza, że utrata urzędu nie
wymaga ogłoszenia.
Odpowiadam: Zgadzam się, że nie jest potrzebne stwierdzenie o
opróżnieniu urzędu, jeżeli odejście od wiary w świadomości zła jest
uporczywe, albo ogłoszone przez prawo, ale zaprzeczam jeżeli odejście od
wiary nie jest uporczywe w świadomości zła, ani ogłoszone przez prawo.
Innymi słowy jest konieczne, aby jawne odejście od wiary katolickiej
zostało w jakiś sposób stwierdzone przez prawo, czy to przez uporczywość
świadomość zła, czy też na drodze ogłoszenia zgodnego z prawem.

Dodatkowy zarzut: Jednakże świadome odejście od wiary tych „papieży”
jest uporczywe.

Odpowiadam: Zaprzeczam zarzutowi. Aby świadomość zła była uporczywa
konieczne jest aby (1) osoba, która będzie publicznie głosić herezję
godziła się na wyznawanie nauki występującej wbrew magisterium Kościoła,
tak jak Luter, albo (2) gdy jawnie odrzuca autorytet po upomnieniu ze
strony autorytetu Kościoła. Tymczasem ani jeden, ani drugi z tych
warunków nie został spełniony w przypadku „papieży” soborowych. Zatem
świadomość odejścia od wiary nie jest uporczywa.
Dodatkowy zarzut: Przecież kanon 2200 zakłada świadomość zła, gdy
udowodniono winę.

Odpowiadam: Dokonuję rozróżnienia: zgadzam się, że kanon ten zakłada
świadomość zła, po przyjęciu zewnętrznego złamania prawa, ale zaprzeczam
jakoby zakładał świadomość zła, bez przyjęcia zewnętrznego złamania
prawa. W przypadku odstąpienia od wiary katolickiej, naruszenie prawa
wymaga zatwardziałości, bez której prawo nie jest naruszone. Gdy zatem
zatwardziałość nie jest ani notoryczna, ani ogłoszona mocą prawa, wtedy
nie można zastosować przepisów kanonu 2200. Uważam, że nie ma prawdziwej
rozbieżności zdań pomiędzy zwolennikami kanonu 188, a zwolennikami
podanej tezy. Wszyscy zgadzają się bowiem, że Jan Paweł II nie posiada
urzędu papieskiego, gdyż posiadane urzędu jest tożsame z posiadaniem
autorytetu, albo inaczej mówiąc jurysdykcji. Teza głosi, że Jan Paweł II
zachowuje uprawnienie do papiestwa, albo inaczej legalny wybór na urząd
papieski. Ale wyznaczenie na urząd nie jest posiadaniem tego urzędu. Nie
istnieje zatem niezgodność pomiędzy tymi dwoma argumentami. Zwolennicy
argumentu opartego na kanonie 188 powinni więc uważać, gdyż ich
rozumowanie w sposób logiczny dowodzi, że (1) Jan Paweł II został
zgodnie z prawem wybrany na urząd papieski; (2) przynajmniej przez
pewien czas posiadał urząd papieski zgodnie z prawem i w pełni (!), gdyż
nikt nie może zrzec się urzędu, którego wcześniej nie posiadał; (3) Jan
Paweł II, jako posiadacz w pełni urzędu papieskiego jest ponad prawem
kanonicznym, a więc do jego osoby nie można zastosować przepisów tego
kanonu. Natomiast teza przekracza przepisy prawa kanonicznego, a opiera
się na filozoficznych zasadach samego autorytetu, które można również
zastosować do najwyższego autorytetu biskupa rzymskiego.

VII. Nie jest możliwe aby materia istniała bez formy, zaś w podanej
tezie materia papiestwa istnieje bez formy papiestwa, a zatem teza jest
błędna.
Odpowiadam: dokonuję rozróżnienia w przesłance większej: Zgadzam się, że
nie jest możliwe, aby materia istniała bez formy, to znaczy aby materia
pierwsza istniała w sposób aktualny bez formy substancjalnej, ale
zaprzeczam jakoby byt niezależny (per se) nie mógł istnieć bez
niektórych przypadłości. Substancja jest tylko w sposób analogiczny
materią w stosunku do przypadłości, które jej przysługują, a
przypadłości te są z kolei tylko w sposób analogiczny formami wobec tej
substancji, jako pewne doskonałości. Z definicji zaś przypadłości jest
jasne, że substancja może istnieć bez jakiejś przypadłości. Papież jako
papież jest zaś tylko bytem przypadłościowym, tak jak to zostało powyżej
powiedziane, a składa się z materii i formy tylko w sensie szerokim i
analogicznym do bytu istniejącego samodzielnie. Wyznaczenie na urząd
papieski tworzy uprawnienie u osoby posiadającej to wyznaczenie, a
ponadto sam autorytet jest również uprawnieniem. Wyznaczenie to i
autorytet są tylko przypadłościami. W sposób jak najbardziej oczywisty
człowiek może istnieć bez tych przypadłości, a także może posiadać
wyznaczenie, ale nie posiadać autorytetu.

VIII. Jeżeli elektorzy nie posiadają uprawnienia do wyboru papieża, to
wtedy osoba wybrana przez nich nie jest rzeczywiście wyznaczona do
objęcia urzędu papieża. Elektorzy wybierający zaś „papieży” soborowych
nie mają uprawnienia do wyboru, gdyż są heretykami. Zatem osoba wybrana
przez nich nie jest jest rzeczywiście wyznaczona do objęcia urzędu
papieża.

Odpowiadam: Uznaję większą przesłankę, ale zaprzeczam przesłance
mniejszej i wnioskowi. Elektorzy wybierający „papieży” soborowych, to
znaczy Pawła VI, Jana Pawła I i Jana Pawła II posiadają prawo wyboru,
gdyż nie utracili tego prawa z powodu herezji dla różnych powodów: (1)
odstąpienie tych osób od wiary katolickiej ani nie zostało ogłoszone,
ani nie jest notoryczne z tego samego powodu jaki został podany przy
szóstym zarzucie, a więc nie mamy do czynienia ani z milczącą
rezygnacji, ani z karą kościelną; (2) prawo do wyboru nie jest
jurysdykcją, ani uprawnieniem do stanowienia prawa, ani urzędem, a tylko
moralną zdolnością do zgodnego z prawem wyznaczania osoby, która ma
przyjąć najwyższy autorytet. Do posiadania zaś i wykonywania tego
uprawnienia potrzeba tylko aby osoba była prawnie wyznaczona przez tego,
kto posiada uprawnienie do zgodnego z prawem mianowania elektorów
przyszłego papieża. Posiadanie autorytetu, to znaczy uprawnienia do
stanowienia prawa wymaga, aby posiadacz miał zamiar kierowania Kościoła
w kierunku właściwych celów, ale posiadanie uprawnienia do wyznaczania
domaga się tylko, aby posiadacz zmierzał do dobra polegającego na
zachowaniu ciągłości hierarchii Kościoła. Obecni zaś elektorzy, nawet
gdyby w swej ogólności popierali Sobór Watykański II i Nowy Porządek,
zmierzają obiektywnie do dobra polegającego na zachowaniu ciągłości
hierarchii Kościoła. Posiadają oni zatem w sposób ważny i zgodny z
prawem uprawnienie do wyboru, a wybrana przez nich osoba będzie wybrana
w sposób ważny i zgodny z prawem, posiadając zgodne z prawem uprawnienia
urzędu papieskiego.
IX. Kto by przyjął prawo do wybierania papieża od osoby nie będącej
papieżem, ten nie posiada ważnego i legalnego uprawnienia do wyboru
prawdziwego papieża. Tymczasem elektorzy „papieży” soborowych zostali
wyznaczeni jako elektorzy przez osobę nie będącą papieżem. Zatem nie
posiadają oni ważnego i legalnego uprawnienia do wyboru prawdziwego
papieża.

Odpowiadam: dokonuję rozróżnienia w przesłance większej. Zgadzam się,
gdy chodzi o osobę przyjmującą uprawnienie do wyboru papieża od osoby
nie będącej papieżem w sposób materialny, ale zaprzeczam poprawności
zarzutu, gdy ktoś przyjmuje to uprawnienie od osoby nie będącej papieżem
tylko formalnie. Wbrew temu dokonuję rozróżnienia w przesłance mniejszej
i zaprzeczam wnioskowi. Powód do tego znajduję w tym, jak powiedziałem
wyżej, że autorytet posiada dwojaki przedmiot: pierwszym jest
przedkładanie praw, a drugim zachowanie ciągłości Kościoła. Autorytet w
sensie ścisłym, który polega na uprawnieniu do stanowienia prawa,
dotyczy pierwszego przedmiotu i pochodzi bezpośrednio od Boga. Natomiast
prawo do wyznaczania, które nie jest autorytetem w ścisłym sensie,
dotyczy drugiego przedmiotu, i pochodzi od Kościoła. Jednakże osoba
wybrana na urząd papieski, przyjmuje autorytet natychmiast po przyjęciu
wyboru, jeżeli nie spowoduje powstania przeszkody dla przyjęcia
autorytetu, tak jak to wyżej powiedziałem. Może się więc zdarzyć, że
osoba wybrana na urząd papieski przyjmie prawo wyznaczania, które
dotyczy zachowania ciągłości Kościoła, ale nie otrzyma autorytetu, który
dotyczy przedkładania praw. W takim przypadku wybrany papież (to znaczy
papież tylko materialnie) w sposób prawny i ważny wyznaczy elektorów
przyszłego papieża, ale nie będzie stanowił w sposób prawny i ważny praw
kościelnych. Jest to właśnie przypadek „papieży” soborowych, którzy
wyznaczają więc w sposób prawny i ważny elektorów przyszłego papieża,
nawet gdy dokonuje się to w ramach Nowego Porządku.
X. Osoba nie należąca do Kościoła nie może być jego głową, a „papieże”
soborowi nie są członkami Kościoła. Zatem nie mogą być głową Kościoła.

Odpowiadam: dokonuję rozróżnienia w przesłance większej. Osoba nie
będąca członkiem Kościoła nie może być formalnie jego głową. Z tym się
zgadzam. Jednakże zaprzeczam, jakoby ta osoba nie mogła być głową
Kościoła materialnie. Przyczyną mojego wniosku jest fakt, że bycie
materialnie głową Kościoła, jak to zostało wyżej powiedziane, zakłada
jedynie wyznaczenie do przyjęcia urzędu papieskiego. Natomiast forma, to
znaczy autorytet wymaga, aby wyznaczona osoba była członkiem Kościoła.
Na przykład św. Ambroży jeszcze jako katechumen (a więc nie ochrzczony i
będący poza Kościołem) przyjął wyznaczenie na biskupstwo mediolańskie.
Gdyby odmówił przyjęcia sakramentu chrztu, to nie mógłby otrzymać
autorytetu biskupiego, ale pozostałby biskupem-elektem, aż ten wybór nie
byłby mu odebrany. Gdyby jednak ktoś chciał odrzucić ten argument, to
konieczne będzie dokonanie rozróżnienia w ramach przesłanki mniejszej:
zgadzam się, że tylko prawdopodobnie „papieże” soborowi nie są członkami
Kościoła, ani wobec Boga, ani w rzeczywistości, gdyż tylko
prawdopodobnie są oni zatwardziałymi heretykami. Zaprzeczam zaś, że z
punktu widzenia prawa nie są oni członkami Kościoła, ponieważ ich
zatwardziałość w herezji nie została ani wykazana (probatur), ani
założona (praesumitur) w majestacie prawa kościelnego. Cała siła zarzutu
zależy od możności wykazania ich zatwardziałości, a to jest wyjątkowo
trudne z powodu braku orzeczenia ze strony Kościoła. Ponadto gdyby
zwątpić w ich zatwardziałość, albo świadomość zła, to przypuszczenie
działa na korzyść oskarżonego, a argument traci moc.

Dodatkowy zarzut: Również heretycy, którzy pobłądzili w dobrej wierze
nie są członkami Kościoła.

Odpowiadam: dokonuję rozróżnienia i zgadzam się, że heretycy, którzy
urodzili się w sektach niekatolickich, a pobłądzili w dobrej wierze nie
są członkami Kościoła. Zaprzeczam natomiast, jakoby heretycy, którzy
zostali ochrzczeni w Kościele katolickim, a nie pobłądzili w dobrej
wierze, nie byli członkami Kościoła. Rozróżnienie to ma bardzo istotne
znaczenie, a ci którzy nie dokonują tego rozróżnienia popadają w poważne
zamieszanie. Przyczyna tej sytuacji polega na tym, że osoby, które
przyjmują chrzest katolicki stają się zgodnie z prawem członkami
Kościoła dopóki go nie opuszczą wskutek: (1) herezji – zatwardziałej i
notorycznej; (2) schizmy – zatwardziałej i notorycznej; (3) apostazji –
zatwardziałej i notorycznej; (4) ekskomuniki. Trzy pierwsze przyczyny
zakładają zatwardziałość i nie mają zastosowania w powyższym argumencie,
ale ekskomunika może być albo wiążąca mocą samego prawa (latae
sententiae), albo nałożona (declarata). W pierwszym przypadku argument
nie byłby poprawny, gdyż kary wymierzane przeciwko herezji wymagają
notorycznej świadomości zła (to znaczy zatwardziałości), ale w przypadku
ekskomuniki nałożonej argument staje się poprawny. Jeżeli ekskomunika
nie została nałożona, to argument nie jest poprawny. Jednakże
ekskomunika nie była nałożona, a więc argument nie jest poprawny. Osoby
zrodzone w sektach niekatolickich, choćby błądzili w dobrej wierze, są
domyślnie (praesumuntur) w sensie prawa uznawani za zatwardziałych, a
więc wedle prawa są poza Kościołem, choćby mogli być mocą pragnienia
członkami Kościoła.,

Dodatkowy zarzut: Kanon 2200, § 2 zakłada świadomość zła, po uznaniu
złamaniu prawa na zewnątrz.

Odpowiadam: Jest to błędne koło w rozumowaniu. Przywoływanie tego kanonu
jest wejściem w błędne koło, gdyż naruszenie prawa w przypadku herezji
wymaga zatwardziałości. Przeczytaj przepis prawa kanonicznego, zawarty w
kanonie 1325, § 2: Jeżeli ktoś po przyjęciu chrztu, zachowując miano
chrześcijanina, będzie przewrotnie zaprzeczał pewnej prawdzie wiary
boskiej i katolickiej, albo w nią wątpił, wtedy staje się heretykiem;
jeżeli całkowicie odejdzie od wiary chrześcijańskiej staje się apostatą;
a jeżeli odmówi podporządkowania się papieżowi, albo odmówi wspólnoty z
członkami Kościoła, które są podporządkowane papieżowi, staje się
schizmatykiem. A zatem brak zewnętrznego naruszenia prawa gdy brak
uporczywości na zewnątrz. Jeżeli zaś ktoś zechce zastosować tutaj kanon
2200, § 2, to założenie o świadomości w naruszeniu prawa w sprawie
herezji nie posiada mocy bez orzeczenia Kościoła, ponieważ założenie
powinno ustąpić wobec faktów. W rzeczywistości zaś nie jest pewne, że ci
„papieże” są zatwardziałymi heretykami, a ponadto brak kompetentnego
autorytetu albo trybunału, który mógłby wydać orzeczenie co do ich
zatwardziałości. Argument opiera się na trudności w wykazaniu albo
przyjęciu tej zatwardziałości. Innymi słowy, gdy brak autorytetu, albo
autorytet zaniechał swego działania, wtedy powstaje zamęt, a pewność w
sprawach dotyczących prawa staje się rzeczą trudną, jeżeli nie
niemożliwą. Argument ten przechodzi zawsze w argument o przewrotności
tych „papieży”, z którego – moim zdaniem – nie ma wyjścia.

XI. Teza jest pozbawiona sensu, gdyż głosi, że ta sama osoba
jednocześnie jest i nie jest papieżem.
Odpowiadam: Stawianie takiego zarzutu dowodzi niezrozumienia
rzeczywistej różnicy pomiędzy możnością i aktem, a także różnicy
pomiędzy zasadniczo nie bytem a bytem w możności. W tej sprawie można
skorzystać z podręczników filozofii arystotelesowsko-tomistycznej.

XII. Przyjęta teza nie opiera się na prawie kanonicznym.
W odpowiedzi zaprzeczam zarzutowi. Jeżeli bowiem rozpatrzysz problem
wakansu urzędów kościelnych, to odnajdziesz rozróżnienie pomiędzy
urzędami które po pierwsze wakują mocą prawa i faktu, po drugie mocą
prawa, ale nie mocą faktu oraz po trzecie urzędami, które wakują mocą
faktu, ale nie mocą prawa. Teza zaś głosi, że urząd papieski wakuje mocą
faktu, ale nie mocą prawa w tym sensie, iż Jan Paweł II mocą faktu nie
posiada urzędu papieskiego, ale posiada prawo przez sprawowanie urzędu
papieża, z braku decyzji w tej kwestii podjętej przez kompetentny
autorytet . Innymi słowy posiada tytuł prawny do urzędu papieskiego, ale
nie posiada urzędu, gdyż spowodował przeszkodę dla przyjęcia autorytetu
papieskiego.
Dodatek: Dwie linie, które pozwalają łatwiej zrozumieć tezę.
Jan Paweł II:
Linia formalna:
1.Nie jest formalnie papieżem.
2.Nie posiada autorytetu papieskiego.
3.Nie jest zasadniczo papieżem.
4.Nie może stanowić praw.
5. Jest formalnym heretykiem w istocie, a także wobec Boga (jeżeli jest
zatwardziały).
6. Nie jest członkiem Kościoła w istocie, a także wobec Boga (jeżeli
jest zatwardziały).
7. W sposób milczący ustąpił z urzędu w istocie, a także wobec Boga
(jeżeli jest zatwardziały).
Linia materialna:
1.Jest materialnie papieżem.
2.Posiada uprawnienia papieża.
3.Jest papieżem co do urzędu.
4.Posiada władzę wyznaczania osób na urzędy
kościelne.
5. Jest materialnym heretykiem, gdyż jego świadomość zła nie jest ani
uporczywa, ani ogłoszona.
6. Jest członkiem Kościoła według prawa kościelnego, gdyż jego
świadomość zła nie jest ani uporczywa, ani ogłoszona.
7. W sposób milczący nie ustąpił z urzędu, gdyż jego świadomość zła nie
jest ani uporczywa, ani ogłoszona.

Dodatek II: Potwierdzenie tezy na podstawie dzieła kardynała Kajetana
(Tomasza de Vio, 1468-1534) pt.: „O porównaniu autorytetu papieża i
soboru”, rozdział 20.
Po wykazaniu trzech zagadnień, a mianowicie, że papież, który popadł w
herezję, nie zostaje złożony z urzędu mocą samego faktu, ani wedle prawa
Bożego, ani ludzkiego, że papież nie ma zwierzchnika na ziemi, oraz że
papież odstępujący od wiary powinien być złożony z urzędu (jak to widać
w rozdziale: Si Papa, XL D.), pozostaje poważna niejasność, w jaki
sposób i przez kogo ma być osądzony papież, który ma być złożony z
urzędu, aby był z tego urzędu złożony, ponieważ sędzia jako sędzia jest
ponad tym, kogo sądzi. Powiada bowiem św. Paweł Apostoł w Liście do
Rzymian, w rozdziale 14, wiersz 4: „Kimże jesteś, który sądzisz cudzego
sługę? Pan jego decyduje czy stoi czy upada”. Również św. Tomasz w
„Sumie teologicznej” (II-a II-æ, q. 67) stwierdza, że sędzia może sądzić
tylko poddanego, a podobnie jest powiedziane w „Dekretach” (D. XXI,
rozdział Inferior). Jeżeli zaś papież ma być osądzony i złożony z urzędu
przez sobór powszechny, to wynika stąd, że papież pozostając papieżem ma
nad sobą sobór powszechny, przynajmniej w wypadku herezji. Jeżeli zaś
ani sobór, ani Kościół nie jest ponad papieżem, to wynika stąd, że
papież odstępujący od wiary powinien być osądzony i złożony z urzędu,
ale nikt nie może tego uczynić, co jest żartem. Cóż więc należy
powiedzieć, aby uniknąć obu tych skrajności? Pozostaje więc wybrać
środek, co jest trudno osiągnąć, ale w ten sposób można znaleźć siłę do
rozwiązania licznych trudności. Powiemy więc, że istnieją dwie skrajne
drogi, które obie są fałszywe: pierwsza, że papież będący heretykiem
jest złożony z urzędu mocą samego faktu herezji, wyrokiem Bożego prawa,
bez osądu ludzkiego, oraz druga, że papież pozostając papieżem ma na
ziemi wyższą od siebie władzę, która mogłaby pozbawić go urzędu.
Środkowa droga okazuje się być dwojaka: jedna głosi, że papież, chociaż
w sensie absolutnym nie posiada przełożonego na ziemi, to jednak w razie
herezji staje nad nim Kościół powszechny. Druga natomiast stwierdza, że
papież ani zasadniczo, ani w konkretnym przypadku nie posiada
przełożonego na ziemi, ale podlega władzy służebnej Kościoła
powszechnego tylko co do złożenia z urzędu. Pierwsza droga opiera się na
mocy wykonawczej i osądzającej (virtute coactiva et iudicativa) Kościoła
wobec papieża Piotra na wypadek herezji: jest bowiem konieczne, że ten,
kto ma być sądzony i przymuszony do czegoś, musi był poddany władzy. To
jest wspólna droga, którą dotąd miałem okazję poznać. Jednakże przeciwko
tej drodze jest rozumowanie, że ponieważ papież na mocy Bożego prawa
jest ponad soborem i Kościołem, tak jak to zostało pokazane, zatem jest
konieczne, że jeżeli w jakimś przypadku ma być im poddanym, to wyjątek
ten musi się dokonać na mocy prawa Bożego. Żadne bowiem inne, podrzędne
prawo nie może spowodować tego wyjątku, co jest jasne. W prawie zaś
Bożym nie ma mowy o poddaniu, ale o oddzieleniu, gdy zdarzy się herezja,
tak jak to jest jasne na podstawie wyliczonych tu poszczególnych
fragmentów Pisma Świętego: Księga Liczb (16, 26) powiada: „Oddalcie
się”; List do Galatów (1, 8): „Niech będzie przeklęty” to znaczy:
oddzielony; 2 List do Tessaloniczan (3, 6): „Abyście stronili”; 2 List
do Koryntian (6, 14): „Nie wprzęgajcie się”; 2 List św. Jana (1, 10):
„Nie przyjmujcie, ani nie pozdrawiajcie”; List do Tytusa (3, 10):
„Wystrzegaj się”. Krótko mówiąc nigdzie nie znajduję, w Bożym prawie ani
zwierzchności, ani podporządkowania w przypadku herezji, ale
oddzielenie. Okazuje się zatem, że Kościół może się oddzielić od papieża
na mocy samej tylko władzy służebnej, którą to mocą Kościół może także
wybierać papieża. Nie wynika to stąd, że na mocy prawa Bożego należy
unikać heretyka i usunąć go z Kościoła, gdyż to sprawa władzy wyższej
niż władza tylko służebna. Dlatego taka władza wystarczy i tę władzę
posiada Kościół. Potwierdzenie jest następujące: prawu Bożemu nie należy
przypisywać tego, co nie jest w nim zawarte, ani nie wynika z jego
przepisów w sposób konieczny. W prawie Bożym bowiem brak władzy ponad
papieżem na wypadek herezji w ścisłym sensie, ani nie wynika ona w
sposób konieczny z prawa Bożego, a zatem, itd. Dowód mniejszej
przesłanki: to, że nie ma takiej władzy, uważam, że jest jasne dla
czytelnika, gdyż moim zdaniem dążący do schizmy mógłby zrealizować swój
zamiar z zaskoczenia w ciągu dwóch miesięcy. To, że nie wynika, jest
jasne [również] stąd, że nie potrzeba mnożyć bytów bez potrzeby, a więc
lepiej jest przyjąć jedną zasadę w miejsce wielu. Wystarczy więc władza
służebna, a innej możliwości nie ma. Pozostaje zatem pośrednia i
prawdziwa droga, że papież który został heretykiem i trwa w błędzie nie
posiada na ziemi władzy ponad sobą, ale władza służebna może złożyć go z
urzędu. Dla większego uporządkowania i jasności takiego wyjaśnienia,
należy najpierw przywołać trzy zagadnienia: po pierwsze, że w przypadku
papieża można wskazać trzy aspekty, a mianowicie: papiestwo, osobę,
która jest papieżem, np. Piotra, oraz połączenie ich obu, to znaczy
papiestwo Piotra, z których połączenia pochodzi papież Piotr. Po drugie,
rozważając i stosując właściwe przyczyny do ich właściwych skutków
stwierdzamy, że papiestwo pochodzi bezpośrednio od Boga, Piotr od
swojego ojca i innych przodków, a połączenie papiestwa z osobą Piotra
(za wyjątkiem pierwszego papieża, św. Piotra, który był ustanowiony
bezpośrednio przez Chrystusa) nie pochodzi od Boga, ale od ludzi i jest
to oczywiste, gdyż [połączenie papiestwa z osobą Piotra] dokonuje się z
ludzkiego wyboru. Dla spowodowania tego skutku zbiega się dwojaka ludzka
zgoda, to znaczy zgoda osób wybierających ze zgodą osoby wybieranej:
jest bowiem konieczne, aby elektorzy dokonali wyboru zgodnie ze swoją
wolą, osoba wybrana musi przyjąć dokonany przez nich wybór, a w
przeciwnym razie niczego nie można dokonać. Połączenie zatem papiestwa z
Piotrem nie dokonuje się bezpośrednio od Boga, ale za pośrednictwem, a
mianowicie z udziałem ludzi, zarówno wybierających, jak i wybieranego.
Tego rodzaju ludzka posługa, tworząc to połączenie, nie działa w taki
sposób jakby stosowała czynny środek do czegoś biernego, jak przykłada
się ogień do słomy, albo jak udziela się zasług męki Chrystusowej
jakiejś osobie, albo jak czyni osoba udzielająca chrztu i sprawująca
sakramenty, gdyż nie przykłada się tutaj niczego czynnego, ale wyłącznie
ludzka wola wybierających i wybranego: trudno byłoby wymyślić tu coś
czynnego. Ponieważ zaś połączenie papiestwa z Piotrem jest skutkiem woli
ludzkiej, gdyż wola ta czyni Piotra papieżem, wynika stąd, że chociaż
papież zależy od samego Boga w swym istnieniu i otrzymaniu urzędu
papieża, to jednak aby Piotr mógł zostać papieżem zależy to również od
ludzi. Piotr jest bowiem papieżem za sprawą ludzi, gdy po wybraniu przez
ludzi, sam jako człowiek przyjmuje wybór i w ten sposób łączy urząd
papieski z osobą Piotra. Po trzecie, gdyż nie ma nic tak bardzo
naturalnego, jak to, że te same przyczyny, które stwarzają rzecz, mogą
ją w przeciwny sposób zniszczyć, jak jest powiedziane w rozdziale pt.:
Omnis, de regulis iuris, dlatego papież Piotr, który wywodzi się ze
zgody osoby Piotra i wyboru elektorów, również wskutek zgody tych samych
osób, to znaczy siebie i swych wyborców, może być pozbawiony połączenia
swej osoby z urzędem papieskim. Zostało to już określone przez przypadek
Celestyna V i w dekretach ogłoszonych przez Bonifacego VIII (Nr VI, De
renunciatione, rozdział 1). Na podstawie tych trzech przesłanek okazuje
się po pierwsze bez wahania pewne, że papież Piotr, zarówno co do stania
się papieżem, jak i utraty urzędu, zależy od władzy ludzkiej, która nie
jest ani wyższa, ani równa władzy papieskiej, ale niższa od niej, gdyż
ani do uczynienia z Piotra nie będącego papieżem – papieża, ani do
uczynienia z papieża Piotra – Piotra nie będącego papieżem nie jest
wymagana żadna inna zdolność jak oprócz ludzkiej wolności, a mianowicie
wolności wybranej osoby i osób wybierających. Nie potrzeba się przy tym
troszczyć, o dobre lub złe sumienie, o dobry lub zły zamysł lub motyw,
ale wystarczy, co wynika z faktów, że w rzeczywistości Piotr albo jest,
albo nie jest papieżem. Skoro także władza ta jest niższa od władzy
papieskiej, to bez żadnego innego dowodu jest stąd jasne, że po śmierci
papieża, a także bez przyjęcia żadnego przepisu prawa stanowionego,
władza ta należy do Kościoła i nie rozciąga się na te dziedziny, które
należą do zakresu władzy autorytetu Najwyższego Kapłana: w przeciwnym
razie w Kościele istniałyby dwie najwyższe władze i wtedy Chrystus nie
nadałby Kościołowi monarchicznego ustroju władzy. Ponieważ także nikt
nie posiada władzy nad równym sobie (par in parem), dlatego papieże nie
mogliby nałożyć żadnego ograniczenia na sposób wykonywania tej władzy,
określając jak i w jaki sposób należy odprawić wybór papieża, aby wybór
był nieważny, jeżeli zostanie przeprowadzony w inny sposób. Dowodzi to,
że ta władza [ludzka] nie jest ani niższa, ani równa, ale wyższa od
władzy papieskiej, jest bowiem wyższa mocą rozciągającą się ponad
decyzjami niższymi od aktów autorytetu, w ten sposób, że gdy stanie się
inaczej, to taki akt nie będzie miał znaczenia, tak jak to widzimy w
podanych tu wyjaśnieniach. Na drugi sposób mamy pewniejsze rozumowanie,
gdyż czym innym jest móc budować albo burzyć w sprawie połączenia
pomiędzy konkretnym Piotrem a papiestwem, niż w sprawie papiestwa. Stąd
bowiem, że władza niższa od władzy papieskiej, a mianowicie zasadnicza
wola wybranego i elektorów może tworzyć i niszczyć to połączenie, a tego
rodzaju władza będąc niższa od papiestwa, nie może być ponad papieżem, w
sposób oczywisty dowodzi, że czym innym jest móc panować nad tym
połączeniem, a czym innym nad papieżem. Jedyną władzą ponad papieżem
jest Pan Jezus Chrystus, na ziemi można jednak znaleźć władzę wyższą niż
połączenie pomiędzy urzędem papieskim, a osobą konkretnego Piotra. Jest
to słuszne, gdyż papiestwo należy bezpośrednio do Boga (opus Dei
immediate est), ale połączenie pomiędzy papiestwem, a Piotrem należy już
do ludzi (opus nostrum). Nie będziesz się dziwił, gdy znasz poglądy
Arystotelesa, że można pokazać władzę istniejącą ponad połączeniem formy
z materią, która to władza nie jest ponad formą, gdyż połączenie formy z
materią wynika z formy. Twoje zdziwienie ustąpi, gdy rozważysz, że do
połączenia formy i materii można „sięgnąć” z obu stron, to znaczy od
strony materii i od strony formy, a kto posiada wpływ na połączenie
formy z materią od obu stron, albo od strony formy, ten może rządzić
formą, zaś posiadając władzę nad ich połączeniem od strony materii nie
może mieć wpływu na formę, tak jak to jest jasne na przykładzie
zrodzenia człowieka. „Słońce bowiem i człowiek rodzą człowieka” , który
jest połączeniem ciała i duszy rozumnej, albo inaczej mówiąc powstaje z
ich połączenia i wiadomo, że słońce i człowiek nie mogą być ponad duszą
rozumną, która przychodzi z zewnątrz, ale są ponad tym połączeniem z
racji ciała, które jest materią. Podobne dzieje się w rozważanym tu
przypadku: papiestwo bowiem i Piotr mają się do siebie jak materia i
forma, a sam tylko Pan Jezus Chrystus może wpływać na ich połączenie od
strony papiestwa, a więc również i od drugiej strony. Dlatego On sam
może ograniczać i określać władzę papieża. Kościół natomiast może być
ponad ich połączeniem tylko ze strony Piotra, a więc nie może nic
uczynić ponad papieżem, a tylko w związku z tym połączeniem. Ponieważ
zaś usunięcie papieża z urzędu, czy to przez zrzeczenie się, czy to
przez złożenie z urzędu, czy też drogą usunięcia, nie polega na
zniszczeniu papiestwa, ani osoby Piotra, ale połączenia pomiędzy
papiestwem a Piotrem, dlatego jak najpilniej i jak najuważniej należy to
mieć przed oczyma jako zasadę, gdy jest mowa o usunięciu papieża, a to
nie wymaga władzy wyższej od papieża, ale wyższej od połączenia pomiędzy
Piotrem a papiestwem. Aby ta sprawa stała się bardziej oczywista, trzeba
wiedzieć, że z pewnością na trzy sposoby żyjący papież Piotr może być
usunięty z urzędu: po pierwsze, przez usunięcie przez Pana Jezusa
Chrystusa; po drugie, przez dobrowolną rezygnację; a po trzecie, w
wyniku złożenia z urzędu wbrew swej woli, przez Kościół, z powodu
upartej herezji. W tych trzech przypadkach nie przestaje istnieć ani
papiestwo, ani Piotr, a tylko ich wzajemne połączenie, chociaż w różny
sposób. Na pierwszy sposób, to znaczy przez usunięcie przez Pana Jezusa
Chrystusa, połączenie to ulega zniszczeniu przez władzę wyższą nie tylko
od połączenia, ale również od papiestwa, gdyż autorytet Boga jest ponad
tym połączeniem również ze strony formy tego połączenia. A ponieważ, jak
to zostało powiedziane, nie istnieje żadna inna władza wyższa od
papieża, dlatego żadna inna władza nie może sięgać do tego połączenia od
strony formy, a zatem żadna inna władza nie może usunąć papieża z
urzędu, jako władza wyższa od papieża, ale możliwość ta przysługuje
naszemu Zbawicielowi. W ten sposób należy rozumieć wypowiedź papieża
Anakleta, który powiada: (D. LXXIX, Eiectionem): „Usunięcie Najwyższego
Kapłana Pan zastrzegł sobie”. Różnica bowiem pomiędzy papieżem a innymi
biskupami polega na tym, że inni biskupi mogą być usunięci z urzędu
przez władzę wyższą od siebie, ale papież nie może, gdyż w Kościele na
ziemi można znaleźć władzę wyższą ponad władzą jurysdykcyjną biskupa,
ale nie ponad władzą papieża. Na tej podstawie okazuje się, że chociaż
Pan Bóg powierzył papieżowi usuwanie biskupów, udzielając papieżowi
najwyższej władzy, natomiast usunięcie papieża zastrzegł sobie, nie
udzielając nikomu władzy wyższej od papieskiej. Gdyby więc papież Jan
usunął biskupa mocą swej pełni władzy, to biskup zostanie usunięty i nie
będzie już posiadać władzy jurysdykcyjnej. Pan Bóg nie pozostawił jednak
Kościołowi żadnej władzy, która mogłaby to uczynić w odniesieniu do
Piotra czyli papieża. Na drugi zaś sposób, to znaczy przez zrzeczenie
się urzędu, oraz na trzeci, czyli po przez złożenie z urzędu, połączenie
to nie ulega zniszczeniu za sprawą władzy wyższej od papiestwa, ale
wyższej od samego tylko połączenia, gdyż ani wola Piotra, ani wola
Kościoła nie są ponad papieżem. Widać więc, że te same czynniki są
przyczyną powstania i zniszczenia tego połączenia. Skoro jest więc
pewne, że papież będący uporczywym heretykiem nie zostaje mocą samej
herezji złożony z rzędu, ale ma być złożony z urzędu przez Kościół, a
Kościół nie posiada władzy nad papieżem, ale posiada władzę nad
połączeniem pomiędzy papiestwem a Piotrem, o ile zaistnienie tego
połączenia należy do Kościoła, należy więc powiedzieć, że gdy papież
Piotr popadnie w uporczywą herezję i zostanie złożony z urzędu przez
Kościół, wtedy jest osądzany i składany z urzędu mocą władzy wyższej od
połączenia pomiędzy papiestwem a Piotrem, a nie mocą władzy wyższej od
papiestwa.

Z języka łacińskiego przełożył: Jerzy Słotwiński.
Powrót